piątek, 8 czerwca 2012

Kram malowniczy krakowski

Dziś spróbuję opisać ten malowniczy krakowski koloryt, a przynajmniej tę jego część, z którą od czasu do czasu mam do czynienia. Jest on niewątpliwie barwny, w niektórych elementach irracjonalny, nieraz wręcz groteskowy. Widać to wyraźnie, gdy weźmiemy pod lupę pewne charakterystyczne "typy krakowskie", obecne w rejonie Starego Miasta od wielu lat. Ciągle widzę ich będąc w pracy, więc pewnego pięknego dnia postanowiłem, że utrwalę ich sylwetki dla potomności :)  Może zacznę po kolei:

1. Starszy pan (ok. 75 lat), któremu zawsze brakuje "dwa złote do leku na prostatę" :) Naprawdę przekonujący (całkiem porządnie wygląda) i z dobrą gadką – ma nawet zawsze aktualną receptę z przepisanym lekiem (Prosta-cośtam). Wyznaję, że dałem się złapać równo pięć lat temu. Od tej pory widuję go regularnie i zawsze motyw jest ten sam: otrzymawszy pieniążek dziękuje bardzo wylewnie, obiecując modlitwę w intencji ofiarodawcy do św. Faustyny Kowalskiej, św. Stanisława et consortes. Jak widać pewne wzory żebractwa są nie zmieniły się wiele od czasów średniowiecza. Swoją drogą ciekawe, czy faktycznie klepie te pacierze;)
-
2. Pani z wózkiem – od co najmniej paru ładnych lat w charakterystycznym, staromodnym stroju krąży po Rynku Głównym i okolicznych ulicach, jeżdżąc z wiklinowym wózkiem z lalką w środku. Nikomu nie przeszkadzała ani nie nagabywała, stopniowo wpisując się w lokalny koloryt. Aż wreszcie ktoś wymyślił, że można byłoby to jakoś wykorzystać. I krąży z tym wózkiem nadal – tylko że obecnie przy okazji tegoż rozdaje także ulotki wieczorków koncertowych.
-
3. Recytatorka – krąży w okolicach Rynku i recytuje różne poezje, zapewne jakichś niszowych autorów bądź swoje własne (nie udało mi się rozpoznać autorstwa), nie przejmując się zupełnie, że nikt jej nie słucha. Swoją drogą to całkiem dziwne – niby w recytowanych przez nią utworach są rymy, jakaś intonacja ale ich tematy...sprawiają, że człowiekowi troszkę straszno się robi, jakby spotkał jakiegoś szalonego proroka. Ostatnio miała na tapecie coś o gniewie bożym i synach niewiernych
-
4. Lajkonik-alkoholik – rzekomo uliczny artysta. Nie mylić z tym, który występuje na Emaus.
-
5. Władca gołębi – jak go kiedyś nazwała młodzież szkolna odwiedzająca nasze Muzeum. Nazwa bardzo adekwatna-niechlujny gość karmi gołębie, pozwala im siadać na sobie (tak że go prawie spod nich nie widać) i karmi je bardzo głośno przy tym pogwizdując. Wychodząc po zwiedzaniu owi młodzi skonstatowali jego brak w słowach "O! Władcę gołębi gdzieś wcięło". Ano wcięło, bo za włóczęgostwo, rażący wygląd i alkoholizm zabrała go straż miejska. Ale po mniej więcej tygodniu władca powrócił :)
-
6. Zgarbiony gość – nieprawdopodobne, że można się poruszać cały czas, będąc zgiętym pod kątem 90 stopni. Choć pewnie ma to swoje zalety – jak zauważyłem, dziadek żadnemu drobiazgowi posiadającemu jakąkolwiek wartość a leżącemu na ziemi nie przepuści. Potrafi też śpiewać. Żądanie pieniędzy wyraża potrząsając ręką i wydając z siebie nieartykułowane odgłosy.
-
7. Żebracy koło trzydziestki – kiedyś nawet mnie zaczepili, a ja do nich "sorry, i don't understand". A oni ku mojemu zaskoczeniu zapiszczeli "We are poor, very poor, please give us some small money! We are hungry, we need for bread!". Wiadomo, jesteśmy w Unii, to i angielski "teraz każden jeden zna" – a jak coś powie w tym języku, to od razu Europa i jakoś tak bardziej światowo się robi :) Zdrowe chłopy, mogą się wziąć do porządnej, uczciwej pracy. Ale pewnie im się nie chce  –  żebrać łatwiej.

Wniosek: nie trzeba nigdzie daleko wyjeżdżać, do "dzikich krajów" czy choćby za granicę, aby zobaczyć "ciekawych ludzi" :) Wystarczy przyjechać na chwilę do Krakowa – albo na trochę dłużej, jak ja – wtedy takowych będziemy widzieć prawie codziennie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz